Wywiad z Michaelem Bertiaux

Wysoko na trzydziestym trzecim piętrze bloku z apartamentami mieszkalnymi na South Michigan Avenue w Chicago, żyje kapłan Wudu. Jest on delikatnie usposobionym człowiekiem o głębokich oczach z grubo oprawionymi okularami na twarzy i pełną, ciemną brodą. Za dnia pracuje jako doradca rządowy zajmujący się głównie problemami haitańskiej społeczności zamieszkującej te rejony. Jednakże w czasie wolnym od pracy celebruje on misteria Guede i Legbhy, wuduistycznych odpowiedników umarłego i zmartwychwstałego Chrystusa. Michael Bertiaux w żadnej mierze nie jest typowym okultystą. To prawda, że ciężko jest określić - w tradycyjnym znaczeniu - czy jest on czarnym, czy też białym magiem. On sam nie jest pewien żadnej z tych możliwości. "Większość okultystów", jak mówi, "ucieka się do technik z obu krańców tego spektrum". Jednocześnie przyznaje, iż życie jest na tyle złożone, że czasami zmuszeni jesteśmy do robienia rzeczy, które pozwalają nam przetrwać, a które w innych okolicznościach uznane zostałyby za formę czarnej magii.

Bertiaux, jak wielu innych okultystów, jest Koziorożcem w dominacji Neptuna. Urodzony w Seattle 18 stycznia 1935 r. wychowywał się w rodzinie, która była w głównej mierze teozoficzna. Jego ojciec zwracał się w stronę Buddyzmu Zen, zaś jego matka interesowała się spirytyzmem i rozwojem mocy psychicznych. Korzenie rodowe Bertiaux stanowią kombinację angielską, francuską i irlandzką.

Jak liczna grupa magów ceremonialnych przed nim, Bertiaux rozpoczął swą karierę w ramach religii ortodoksyjnej, by później podążać w stronę myśli bardziej skrajnej. Początkowo uczony przez ojców jezuickich, w późniejszym czasie uczęszczał do seminarium anglikańskiego aby wyszkolić się do kariery w Kościele. Ukończył szkołę z honorami, został wyświęcony i stał się duchownym w anglikańskiej parafii Zachodniego Seattle. W niedługim czasie potem jego kariera wyraźnie zwróciła się ku okultyzmowi.

Pojawiła się okazja dla Michaela Bertiaux, by nauczał filozofii w anglikańskim collegu kościelnym w Port-au-Prince na Haiti. Bertiaux zdecydował się na podróż i rozpoczął, jako swój trening w przejściu 'kulturowego szoku', naukę pod okiem wybitnego antropologa Margaret Mead.

Pierwsza wizyta na Haiti trwała zaledwie trzy miesiące, jednak pozwoliła na uzyskanie kilku ciekawych kontaktów. Zaliczało się do nich kilka osób praktykujących tradycyjne Wudu z domieszkami francuskiego ezoteryzmu, które z chęcią ujrzałyby swój system haitiańskiej magii przystosowany do amerykańskich odbiorców. Ludzie ci przedstawili Bertiaux podstawowe ze swoich koncepcji i poprosili o pomoc w zaprezentowaniu bardziej pozytywnej strony Wudu, która jak do tej pory nie była dostępna na Zachodzie. Zaintrygowany tą sytuacją Bertiaux obiecał, że pozostanie z nimi w kontakcie. Powrócił do Seattle podtrzymując swój kontakt i zauważając, iż jego duchowa ścieżka zmienia kierunek. Stawało się dla niego oczywiste, iż będzie musiał opuścić kościół anglikański, aby przyłączyć się do tradycji haitańskiej.

Francuski element okultyzmu na Haiti pochodzi z czasów dwóch XVIII-wiecznych mistyków, Luisa Claude de Saint-Martin'a oraz Martina de Pasqually. Ten drugi był Różokrzyżowcem, uczniem Emanuela Swedenborg'a, a także założycielem grupy okultystycznej zwanej Zakonem Elect Cohens. Człowiek ten inspirował się Gnostycyzmem i Kabałą, wierząc, iż duchowe zbawienie osiągnąć można jedynie poprzez kontakt z Boskim Źródłem Wszelkiego Stworzenia, a także uczestnicząc w ceremonii inicjacyjnej mającej na celu inwokację swego Świętego Anioła Stróża. Saint-Martin przyłączył się do zakonu de Pasqually'ego w roku 1768 i po jego śmierci w 1774 stał się w grupie dominującą figurą. Z czasem grupa ta stała się znana jako Martyniści. Zakony martynistyczne istniały w kilku różnych rejonach Francji takich jak Foix, Bordeaux, Paryż i Lyon, a pod koniec XVIII wieku także na Haiti. Jednakże tutaj tradycja ta w coraz większym stopniu zdawała się mieszać z Wudu.

Po okresie zawieszenia Martynizm znów ożył na Haiti w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku i pomiędzy dwiema wojnami światowymi powstał tak zwany Neopitagorejski Kościół Gnostycki. Kościół ten opiera swe praktyki na inwokacji aniołów i duchów planetarnych, jest wysoce rytualistyczny, za główne zaś wtajemniczenie uważa Eucharystię. Członkowie duchowieństwa przypisują sobie możliwości jasnowidzenia, często mając wizje w trakcie Mszy i mówiąc w mistycznym języku, który - jak później wyjaśnił Michael Bertiaux - jest rodzajem 'Słowiańskiego Wudu', przypominającym mówienie wszystkimi językami w czasie Zesłania Ducha Świętego.

Obecną głową i najwyższym hierofantem Kościoła Gnostyckiego na Haiti jest Dr Hector Jean Maine. Urodzony na Haiti i kształcony we Francji Dr Jean Maine został wyświęcony przez martynistycznego biskupa i żyje w chwili obecnej w górach niedaleko Leogane. Michael Bertiaux przyjął rolę reprezentanta wszystkich członków kaukasko-amerykańskich. Formalnie przyjął inicjacje Gnostyckiego Wudu 15 sierpnia 1963 roku.

W rok później zrezygnował z funkcji jakie sprawował w kościele anglikańskim i przeniósł się do Wheaton w Illinois, gdzie rozpoczął pracę jako badacz Towarzystwa Teozoficznego. To pozwoliło mu na kontakt z kilkoma wybitnymi Liberalnymi Katolikami do których należał między innymi Dr Henry Smith, Biskup Stephan Hoeller a także Biskup Grzegorz, będący jednocześnie znaczącą figurą w Rosyjskim Kościele Prawosławnym. Liberalny Katolicyzm zawiera sporą ilość ceremonializmu i odwołuje się do wielu mistycznie nastawionych Teozofów. Jego wpływ pozostawił na Bertiaux widoczne znamię, do tego stopnia, iż w jego praktykach ceremonialnych łatwo jest go pomylić z prawosławnym kapłanem Wschodu. Jednocześnie oczywiste jest, że inwokowane przez niego siły wykraczają poza ramy określone przez główny nurt wierzeń chrześcijańskich.

W późnych latach 60-tych Michael Bertiaux zaczął coraz bardziej zwracać się w stronę tradycji Wudu. Kilkoro kapłanów haitańskich osiedliło się na przedmieściach Evanston - w tym czasie w Chicago mieszkała pokaźna społeczność haitańska - a Bertiaux konsekrowany został na adepta w organizacji znanej pod nazwą "Monastyr Siedmiu Promieni". Bertiaux uważa zakon ten za 'magiczną odnogę Rzymskiego Katolicyzmu', choć jest mało prawdopodobne, by Watykan zgodził się z tą opinią.

Jasne jest, że rola umarłego i zmartwychwstałego Chrystusa pozostaje w centrum jego kosmologii, jednak duchowa atmosfera jest całkowicie inna od chrześcijańskiej. Istnieje spory wkład od strony Wudu - centralną techniką magiczną jest transformacja świadomości uczestnika w świadomość 'astralnej tarantuli', a moce magiczne otrzymuje się poprzez opętanie przez duchy Wudu zwane loa. Z pewnością jest to scenariusz dalece różny od ortodoksyjnego. Kosmologia Monastyru - bądź też mapa wyższej świadomości - przypomina kabalistyczne Drzewo Życia za wyjątkiem hebrajskich boskich imion, które zastąpione są swoimi odpowiednikami w Wudu. W magicznych ceremoniach Bertiaux'a - na które składają się monotonne śpiewy, odpowiednie rytualne gesty wykonywane palcami, a także wykorzystywanie w znacznym stopniu utensyliów w rodzaju kadzideł, dzwonka i magicznego kryształu - większość dzieła dokonuje się na wyższych planach. 'Kluczem do pracy magicznej', jak mówi Bertiaux, 'jest opanowanie mocy wizualizacji'.

Na ścianach apartamentu Bertiaux'a wiszą rozliczne wizerunki bogów Wudu, używane jako pomoc w stymulowaniu wyobraźni, co pozwala na przywołanie Ducha z, jak to nazywa, 'oceanu nieświadomości'. Pośród tych prac, które Bertiaux osobiście malował posługując się prymitywnym, atawistycznym stylem haitańskim, widoczne są prezentacje wuduistycznej bogini-wiedźmy Macondy, 'będącej potężnym i stabilizującym pomocnikiem w rytuałach'; wuduistycznego boga jezior i rzek, który obdarowuje swych wyznawców umiejętnościami telepatycznymi; a także ukrzyżowanego Ghuede, boga umarłych. 'Ten ostatni', mówi Bertiaux, 'odnosi się do Chrystusa jako do zmartwychwstałego zbawiciela, ale również pokazuje, iż w trakcie kiedy umiera ciało, duch powraca wiele razy przybierając fizyczne ciało i zmartwychwstając bezustannie poprzez cykl reinkarnacji...'

Jednak to pomysły astralnej tarantuli i świątyni jako magicznego statku przestrzennego wydają się być najbardziej interesującymi.

Jedną z technik przyjętych przez Monastyr Siedmiu Promieni jest wizualizacja siebie będącego otoczonym przez stwory tak straszliwe, iż odpierają one magiczne ataki ze strony wrogich tworów wewnętrznych przestrzeni. Kiedy mag energetyzuje się podczas rytuału, bądź w czasie medytacji nocą, zaczyna przyciągać do siebie, jak nazywa je Bertiaux, 'negatywne wampiry' - duchy umarłych. Ważnym jest, mówi, by jawić się na planach astralnych silnym i niewzruszonym - i z tego właśnie powodu należy wyobraźnią poszerzyć krąg magiczny w swej świątyni aby stał się silną sferą psychiczną, strzeżoną po ośmiu stronach przez duchy Wudu - loa. W międzyczasie mag przechodzi transformację w astralnej wyobraźni stając się żywiołakiem tarantuli (tarantulołakiem) i przygotowuje się do skierowania swego przestrzennego statku w odmienne rejony wewnętrznego terenu kosmicznego. Jako 'pajęczy czarownik' bądź 'pajęczy mag', pisze Bertiaux w jednym ze swych starszych pism, 'utkałeś swą sieć poprzez spotkanie, za pomocą swej magicznej mocy, z każdym z ośmiu źródeł kosmicznej energii. Tym samym energia kosmiczna spotyka się z boską energią...'

Bertiaux wyjaśnia to dalej w szerokim kontekście rytuału Wudu: 'Za każdym razem gdy odprawiamy ceremonię, uczestniczymy w pewien sposób w boskiej świadomości, bądź też energii, kryjącej się za całą ceremonią. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, iż jest to rodzaj opętania i że reprezentuje on sposób w który bogowie manifestują się w ludzkim doświadczeniu...'

'Zarówno Wudu jaki i Gnostycyzm pracują z liczbą osiem, gdyż jest to znacząca strefa mocy. W Wudu reprezentowana jest poprzez mistyczny symbolizm kosmicznej przestrzeni, przestrzeni bóstwa. Prezentuje ona sposób w jaki umysł kapłana kontaktuje się ze wszystkimi możliwościami świata przestrzeni i czasu. Mag, aby osiągnąć odpowiedni stan mocy, staje się tym tworem w celu mediumistycznego otrzymania mocy od boga kryjącego się za zwierzęcą formą.'

W jaki więc sposób świątynia staje się 'statkiem przestrzennym' i w jaki sposób pajęczy mag funkcjonuje w jego wnętrzu? "Świątynia jest statkiem przestrzennym ponieważ daje możliwość poruszania się po różnych przestrzeniach świadomości. Właściwie gesty używane w rytuale są opracowane w taki sposób, by tworzyć sferyczny wehikuł dla działań kapłana w innych światach. Kapłan staje się pająkiem, ponieważ to, co robi, pozwala mu na sprowadzenie do własnego życia doświadczenia innych światów, by później móc połączyć się, poprzez sieć swej świadomości, ze wszystkimi częściami duchowego doświadczenia.

'Za każdym razem, gdy mag czyni gest, wypowiada słowo, porusza obiektem - w pewnym sensie stwarza możliwość kontaktu pomiędzy swoją siecią, a czymś poza nią. To co robi, to podłączanie się do odmiennych światów i wymiarów. Jednakże, w poszczególnych formach Wudu praktykowanych przez członków Monastyru istnieje również swego rodzaju magiczna wymiana. Jak wyraźnie mówią zakonne dokumenty, niektórym z duchowych istot pozwala się na penetrację ochronnej sieci i zakosztowanie energii życiowej maga w zamian za pożądane przez niego moce magiczne. Przyzywane w trakcie erotycznego uniesienia maga duchy 'pojawiają się w jego ciele' pobierając witalność umysłu i zastępując ją magiczną mocą. Metoda ta pełna jest niebezpieczeństw, gdyż jest to typowy przykład opętania przez duchy, w trakcie którego mag, pozostając niemal bezbronnym, otwarty jest na liczne okultystyczne siły. Bertiaux ostrzega swych studentów: 'Czy ta magiczna wymiana przynosi wystarczającą rekompensatę dla człowieka, który poświęcić musi samego siebie dla mrocznych apetytów najgorszego rodzaju?'

Jak widać w jego przypadku ryzyko okazało się warte świeczki. Znany członkom zakonu również pod imieniem Michael Aquarius, Bertiaux jest w chwili obecnej jednym z głównych adeptów Monastyru Siedmiu Promieni i w dużej mierze odpowiedzialny jest za rozprowadzanie materiałów do korespondentów na całym świecie. I chociaż magia Wudu bez wątpienia posiada swoją mroczną stronę, Bertiaux wierzy, iż poważna część tego co czyni w rytuałach posiada również swoją pozytywną stronę. Inwokacja, jaka miała miejsce przed naszymi oczyma w świątyni, ma za zadanie, jak mówi Bertiaux, 'rozprowadzenie mocy'. Jest ona rozprowadzana '...z myślą o całej powierzchni Ziemi, o całej ludzkości oraz o tych, którym niezbędna jest duchowa siła.'

'To co czynimy w naszych rytuałach odzwierciedla zdarzenia mające miejsce w świecie duchowym' - portretowanie i przyzywanie duchów poprzez gesty, magiczne narzędzia i ceremonialne regalia.

Nie ma wątpliwości, że w swych dramatycznych, czerwono-złotych szatach Michael Bertiaux jawi się imponująco. Siedząc na krześle wśród namalowanych przez siebie obrazów duchów Wudu, stwarza królewską atmosferę - arcykapłan w służbie egzotycznych bogów, naprzeciw jeszcze dziwniejszego ołtarza. Jednak to właśnie to uczucie ceremonialnej okazałości sprawia, iż człowiek zatrzymuje się na chwilę w zastanowieniu. Wiele pięter pod nami, na ulicach Chicago, spięci kierowcy taksówek i zestresowani ludzie spieszą się do pracy i krzątają wokół codziennych spraw, nieświadomi dziwnych duchów, które przemykają między nimi.

[Wywiad ten przeprowadzony został przez Nevilla Drury i pochodzi z jego książki "The Occult Experience"]

Tłumaczenie: Brat Satyros, redakcja: Svarabala